Reklama
Najnowsze
IAR: OPINIA Jankowiak-podwyżka VAT
IAR: Gdańsk - stocznia - wodowanie
IAR: OPINIE Podwyżka VAT-summa
Komentarz Tygodniowy: Byki zatrzymane przy ważnych poziomach
IAR: KIG-przeciw podwyżce VAT
WIG20 w dół, ale po dobrym finiszu
Chevron powiększył zysk netto trzykrotnie q/q
IAR: Unijne wsparcie - Samorządy Mazowsza - Umowy
Najpopularniejsze
Dwie trzecie funduszy pod kreską
Na Wall Street powrócił trend spadkowy
Kredyty hipoteczne: w złotówkach też może być tanio
Ranking kredytów mieszkaniowych (czerwiec 2010)
Kolejne półroczne, kolejne spadki
Bezrobocie w USA w dół? Wolne żarty
Wielka Brytania wprowadza nowe ulgi podatkowe
Walutowe hipoteki rosną w siłę
Szukaj
Artykuł
Dobre dane – słaba interpretacja
15.03.2010 09:42 poniedziałekW piątek zachowanie rynków finansowych w USA nie było standardowe. Można powiedzieć nawet, że na żadnym rynku takie nie było. W komentarzach można znaleźć tylko jedno wytłumaczenie tego, co się wydarzyło: mieszane dane makro. Problem jednak w tym, że one wcale tak bardzo mieszane nie były, tylko usiłowano je takim przedstawić. Popatrzmy.
Dane o lutowej sprzedaży detalicznej były bardzo dobre. Okazało się, że wzrosła ona w lutym o 0,3 proc. (oczekiwano spadku o 0,2 proc.), a co bardziej istotne dane bez samochodów były jeszcze lepsze – sprzedaż wzrosła o 0,8 proc., a oczekiwano, że ledwo drgnie. Jak widać wzrost kredytów w ostatnim okresie nie był przypadkiem. Amerykanie wrócili do starych zwyczajów. Nie przeszkodziły im nawet zawieruchy i zamiecie. Nieco umniejszała to osiągnięcie weryfikacja danych ze stycznia (z 0,5 na 0,1 proc.).
Minusem był opublikowany przez Uniwersytet Michigan wstępny (dla marca) indeks nastroju konsumentów.
Oczekiwano wzrostu, a tymczasem spadł z 73,6 do 72,5 pkt. Niby źle, ale przecież nie liczy się to, co Amerykanie mówią (na tym polega liczenie indeksu), a to, co robią (sprzedaż detaliczna). Zawsze tak właśnie były te dane interpretowane. Próba zmiany sposobu interpretacji jest dopasowywaniem tłumaczenia do zachowania rynków.
Również raport o zapasach w firmach usiłowano przedstawić jako niekorzystny dla gospodarki. Zapasy się nie zmieniły, a sprzedaż z magazynów wzrosła (0,6 proc.) ósmy miesiąc z rzędu. Pesymiści twierdzili, że brak wzrostu zapasów źle wróży gospodarce, bo firmy nie produkują tak dużo żeby je zwiększyć. Jednak przecież ciągły wzrost sprzedaży do tego właśnie musi doprowadzić, więc dane były tak naprawdę dobre.
Rynek akcji wręcz zamurowało. Rozpoczął sesję zwyżką, ale prawie natychmiast indeksy spadły i zaczęły oscylować wokół poziomu czwartkowego zamknięcia (odchylały się od niego minimalnie). Dlaczego dane tak a nie inaczej zinterpretowano? Tylko i wyłącznie dlatego, że rynek jest wykupiony i gracze się już tego boją. Konieczna jest korekta, który wychłodzi oscylatory. W piątek jej być nie mogło, bo dane były zbyt dobre i dlatego zakończenie sesji było całkowicie neutralne.
GPW rozpoczęła piątkową sesję w bardzo dobrych, wręcz szampańskich nastrojach, co mogło nieco dziwić. Rynek został bardzo szybko schłodzony, ale potem „bycze” zachowanie giełd europejskich i bardzo dobre dane ze strefy euro poprowadziły i u nas indeksy na północ. Tym razem najsilniejszy był segment większych spółek. Przed pobudką w USA, bez najmniejszych impulsów ze strony giełd europejskich, koszyki pognały WIG20 wyżej. Wydawało się, że nawet słabe dane z USA niespecjalnie popsują nastroje. Nie mogły zresztą popsuć, bo okazały się być bardzo dobre, co doprowadziło rynek prawie do euforii. Okazała się być jednak chwilowa. Słabe zachowanie rynków amerykańskich wywołało do tablicy podaż i sesja zakończyła się małym wzrostem (0,5 proc.) z bardzo dużym obrotem, co zdecydowanie nie jest „byczym” sygnałem.
Rozpoczynamy dwutygodniowy okres, w którym sesja w USA rozpoczynać się będzie o 14.30 naszego czasu, a kończyć o 21.00. W USA zmieniono czas na letni – u nas zmieni się dopiero 28 marca. To przedłuża okres gry „z USA”, a to zmieni nieco charakter szczególnie polskiego rynku.
Piotr Kuczyński
główny analityk
Xelion. Doradcy Finansowi
Dane o lutowej sprzedaży detalicznej były bardzo dobre. Okazało się, że wzrosła ona w lutym o 0,3 proc. (oczekiwano spadku o 0,2 proc.), a co bardziej istotne dane bez samochodów były jeszcze lepsze – sprzedaż wzrosła o 0,8 proc., a oczekiwano, że ledwo drgnie. Jak widać wzrost kredytów w ostatnim okresie nie był przypadkiem. Amerykanie wrócili do starych zwyczajów. Nie przeszkodziły im nawet zawieruchy i zamiecie. Nieco umniejszała to osiągnięcie weryfikacja danych ze stycznia (z 0,5 na 0,1 proc.).
Minusem był opublikowany przez Uniwersytet Michigan wstępny (dla marca) indeks nastroju konsumentów.
Również raport o zapasach w firmach usiłowano przedstawić jako niekorzystny dla gospodarki. Zapasy się nie zmieniły, a sprzedaż z magazynów wzrosła (0,6 proc.) ósmy miesiąc z rzędu. Pesymiści twierdzili, że brak wzrostu zapasów źle wróży gospodarce, bo firmy nie produkują tak dużo żeby je zwiększyć. Jednak przecież ciągły wzrost sprzedaży do tego właśnie musi doprowadzić, więc dane były tak naprawdę dobre.
Rynek akcji wręcz zamurowało. Rozpoczął sesję zwyżką, ale prawie natychmiast indeksy spadły i zaczęły oscylować wokół poziomu czwartkowego zamknięcia (odchylały się od niego minimalnie). Dlaczego dane tak a nie inaczej zinterpretowano? Tylko i wyłącznie dlatego, że rynek jest wykupiony i gracze się już tego boją. Konieczna jest korekta, który wychłodzi oscylatory. W piątek jej być nie mogło, bo dane były zbyt dobre i dlatego zakończenie sesji było całkowicie neutralne.
GPW rozpoczęła piątkową sesję w bardzo dobrych, wręcz szampańskich nastrojach, co mogło nieco dziwić. Rynek został bardzo szybko schłodzony, ale potem „bycze” zachowanie giełd europejskich i bardzo dobre dane ze strefy euro poprowadziły i u nas indeksy na północ. Tym razem najsilniejszy był segment większych spółek. Przed pobudką w USA, bez najmniejszych impulsów ze strony giełd europejskich, koszyki pognały WIG20 wyżej. Wydawało się, że nawet słabe dane z USA niespecjalnie popsują nastroje. Nie mogły zresztą popsuć, bo okazały się być bardzo dobre, co doprowadziło rynek prawie do euforii. Okazała się być jednak chwilowa. Słabe zachowanie rynków amerykańskich wywołało do tablicy podaż i sesja zakończyła się małym wzrostem (0,5 proc.) z bardzo dużym obrotem, co zdecydowanie nie jest „byczym” sygnałem.
Rozpoczynamy dwutygodniowy okres, w którym sesja w USA rozpoczynać się będzie o 14.30 naszego czasu, a kończyć o 21.00. W USA zmieniono czas na letni – u nas zmieni się dopiero 28 marca. To przedłuża okres gry „z USA”, a to zmieni nieco charakter szczególnie polskiego rynku.
Piotr Kuczyński
główny analityk
Xelion. Doradcy Finansowi
| Inne artykuły z tego działu: | Inne artykuły: |
|---|---|
Komentarz Tygodniowy: Byki zatrzymane przy ważnych poziomach2010-07-30 17:09:54WIG20 w dół, ale po dobrym finiszu2010-07-30 16:46:19Chevron powiększył zysk netto trzykrotnie q/q2010-07-30 15:31:59Zdarzenia jednorazowe obniżają wynik Merck'a2010-07-30 15:09:50W oczekiwaniu na dane z USA2010-07-30 11:52:55 |
Formacja spadającej gwiazdy na CHF/PLN2010-07-30 18:12:10Brak rozstrzygnięć po danych z USA2010-07-30 18:10:23Kurs EUR/PLN kończy tydzień w pobliżu poziomu 4,00002010-07-30 17:54:27Chicago PMI uratował optymistów2010-07-30 17:35:33WIG20 w dół, ale po dobrym finiszu2010-07-30 16:46:19 |





